8 cze 2012

Historia liścia Jasia

Tym razem bez komentarza. Przeczytajcie sami...

Wiosna przeminęła. Przeminęło też lato. Liść Jaś bardzo wyrósł. Miał mocny,
szeroki środek i pięć silnych, spiczastych palców. Pojawił się wiosną jako malutki
pączek na całkiem sporej gałęzi tuż przy szczycie drzewa.
Wokół zieleniły się setki liści. Mogło się zdawać, że wszystkie są dokładnie
takie same jak Jaś. Jednak Jaś odkrył, że nie ma dwóch identycznych liści, choć
wszystkie rosły na tym samym drzewie. Najbliżej znajdował się Alfred. Ben zajmował
miejsce po lewej stronie. Uroczy listek, który przycupnął tuż nad Jasiem, miał na imię
Klara.
Razem dorastali. Wiosną uczyli się tańczyć w powiewach lekkiego wietrzyka,
latem — wygrzewali się leniwie w promieniach słońca, a później chłodzili się w strugach deszczu.
Jednak to Daniel został prawdziwym przyjacielem Jasia. Był największym
liściem na całej gałęzi. Sprawiał wrażenie, jakby pojawił się na niej przed wszystkimi
innymi. Jaś był pewien, że na całym wielkim konarze nie ma liścia mądrzejszego niż
Daniel. To właśnie Daniel powiedział im, że są częścią drzewa. l o tym, że rosną
w miejskim parku. l jeszcze o tym, że drzewo ma silne korzenie ukryte głęboko pod
ziemią. Opowiadał też o życiu ptaków, które przysiadały na gałęziach, wygwizdując
swoje poranne piosenki. O słońcu, księżycu, gwiazdach i porach roku.
Jaś uwielbiał być liściem. Kochał swoją gałąź i swoich leciuchnych liścianych
przyjaciół. Kochał swoje miejsce wysoko pod niebem i wiatr, który nim targał na
wszystkie strony. Kochał ciepłe promienie słońca i księżyc, który otulał go miękkim,
białym półmrokiem.
Najlepiej było latem. Dni długie i upalne, a noce — pogodne, ciche
i senne. Tego lata park był pełen ludzi. Często przychodzili, żeby posiedzieć pod
drzewem. Daniel wyjaśnił Jasiowi, że dawanie cienia jest jego przeznaczeniem.
— Co to jest przeznaczenie? — zapytał Jaś.
To powód, dla którego tu jesteśmy — odpowiedział Daniel. — Jesteśmy tu po to, by
umilać życie innym. żeby dawać cień starszym ludziom, którzy uciekają przed
nieznośnym skwarem z własnych domów. żeby chronić miejsca, gdzie dzieci
przychodzą się pobawić. żeby wachlować ludzi, którzy w niedzielne poranki
rozkładają na trawie obrusy w kratkę i jedzą smaczne rzeczy. To wszystko są
powody, dla których tu jesteśmy.
Jaś szczególną sympatią darzył starszych ludzi. Siadali cichutko na
drewnianych ławkach i prawie wcale się nie ruszali. Przyciszonymi głosami
rozmawiali o dawno minionych dniach.
Również z dziećmi było całkiem zabawnie, chociaż niekiedy kaleczyły korę
drzewa albo rzeźbiły w niej swoje inicjały. A jednak przyjemnie było obserwować, jak
szybko biegają i często się śmieją.
Ale lato Jasia szybko minęło.
Odeszło pewnej październikowej nocy. Nigdy wcześniej Jaś nie czuł takiego
chłodu. Wszystkie liście drżały z zimna. Opadła na nie cienka warstwa czegoś
białego, co bardzo szybko stopniało. Liście skrzyły się potem w porannym słońcu —
przemoczone do suchej nitki.
Daniel wyjaśnił, że właśnie przeżyli pierwszy szron. To oznaczało, że jest już
jesień i wkrótce nadejdzie zima. W mgnieniu oka całe drzewo, a właściwie wszystkie
drzewa w parku rozbłysły feerią barw. Ani jeden liść nie pozostał zielony. Alfred był
intensywnie żółty. Ben — jaskrawopomarańczowy. Klara zrobiła się
płomiennoczerwona. Daniel nagle stał się ciemnofioletowy, a Jaś — czerwono złotoniebieski.
Jakże wszyscy byli piękni! Jaś i jego przyjaciele zaczarowali drzewo
w tęczę.
—Jak to się stało, że każdy z nas ma teraz inny kolor? Przecież wszyscy
jesteśmy z tego samego drzewa? — zapytał Jaś.
Daniel odparł rzeczowym tonem: — Każdy z nas jest inny. Każdy ma za sobą
inne doświadczenia. Każdego nieco inaczej oświetlało słońce. Każdy dawał inny
cień. Dlaczego więc każdy z nas nie miałby mieć również innej barwy? — Potem
wyjaśnił, że ta cudowna pora roku nazywana jest jesienią.
Pewnego dnia zdarzyło się coś dziwnego. Ten sam wiatr, który niegdyś grał
liściom do tańca, zaczął targać je za ogonki tak mocno, że wyglądały, jakby były
naprawdę złe. Niektóre zrywał z gałęzi, ciskał i szarpał, a potem pozwalał im
łagodnie opaść na ziemię.
Liście się zatrwożyły.
— Co się dzieje? — szeptem pytały jeden drugiego.
Właśnie to, co się dzieje jesienią — powiedział Daniel. — Jesień to czas, kiedy
liście przeprowadzają się do innego domu. Niektórzy nazywają to umieraniem.
— l my wszyscy umrzemy? — zapytał Jaś.
— Tak — odrzekł Daniel. — Każdy umiera. Niezależnie od tego, czy jest
duży, czy mały, słaby czy silny. Doświadczamy słońca i księżyca, wiatru i deszczu.
Uczymy się tańczyć i śmiać. Potem umieramy.
— Ja nie umrę — odparł Jaś zdecydowanie. — A ty umrzesz, Daniel?
— Tak, kiedy nadejdzie mój czas — potwierdził Daniel.
— Kiedy to będzie? — zapytał Jaś.
— Nikt tego nie wie na pewno — odpowiedział Daniel.
Jaś nieustannie obserwował, jak opadały inne liście. Myślał wtedy: „Widać
nadszedł ich czas". Zauważył, że niektóre liście opierały się, zanim wiatr je porwał,
a inne po prostu poddawały się i swobodnie opadały.
Wkrótce drzewo było niemal zupełnie ogołocone.
— Boję się umrzeć — powiedział Jaś. — Nie wiem, jak jest tam, na dole.
— Wszyscy się boimy tego, czego nie znamy, Jasiu. To jest zupełnie
naturalne — zapewnił Daniel. — A jednak nie bałeś się, kiedy wiosna zamieniała się
w lato. Nie bałeś się, kiedy lato zamieniało się w jesień. To były naturalne zmiany.
Czemu więc miałbyś się bać teraz, kiedy nadchodzi pora śmierci?
— Czy drzewo też umrze? — zapytał Jaś.
— Pewnego dnia... Ale jest coś silniejszego od drzewa. To życie. Ono jest
wieczne, a my wszyscy jesteśmy częścią życia.
— Dokąd pójdziemy po śmierci?
— Tego nikt nie wie na pewno. To wielka tajemnica!
— Czy powrócimy tu wraz z wiosną?
— My być może nie, ale życie tak.
— A zatem po co to wszystko? — Jaś dalej zadawał pytania. —
Pojawiliśmy się tu tylko po to, żeby opaść i umrzeć?
Daniel odpowiedział swoim spokojnym głosem: — Pojawiliśmy się tu ze
względu na słońce i księżyc. Ze względu na wspólnie spędzone szczęśliwe dni. Ze
względu na cień i starszych ludzi, i dzieci, l barwy jesieni, l pory roku. Czyż to mało?
Tego popołudnia, w złotym świetle zachodzącego słońca, Daniel puścił swoją
gałąź.
Opadał bez najmniejszego wysiłku. Wydawało się, że lecąc, uśmiecha się spokojnie.
— Na razie, Jasiu. Do widzenia! — zawołał.
W końcu na gałęzi pozostał jeden samotny liść — Jaś.
Następnego poranka spadł pierwszy śnieg. Był miękki, biały
i delikatny, ale okrutnie zimny. Tego dnia słońce pokazało się tylko na chwilkę,
a wieczór zapadł dziwnie szybko. Jaś zauważył, że traci swoje barwy i staje się coraz
bardziej kruchy. Marzł i uginał się pod ciężarem śniegu.
O świcie nadleciał wiatr i zerwał Jasia z gałęzi. To wcale nie bolało. Jaś
popłynął w dół cichutko, delikatnie i miękko.
Kiedy opadał, po raz pierwszy w życiu zobaczył swoje drzewo
w całości. Jakże było mocne, jakże potężne! Jaś był pewien, że drzewo będzie żyło
bardzo długo. Poczuł dumę na myśl, że on sam był częścią życia tego drzewa.
Wylądował na kopczyku śniegu. Było mu miękko, a nawet ciepło. W tej nowej
pozycji poczuł się swobodniej niż kiedykolwiek przedtem. Zamknął oczy i zasnął. Nie
wiedział, że po zimie przyjdzie wiosna i że śnieg zamieni się w wodę. Nie wiedział, że
jego suche, pozornie do niczego niezdatne szczątki połączą się z wodą i sprawią, że
drzewo będzie jeszcze silniejsze. Nie wiedział nawet tego, że i w drzewie,
i w ziemi drzemią już plany nowych liści. Wiosny.
Od nowa...

7 cze 2012

Podobno trailer do tego filmu został okrzyknięty najlepszym przez portal filmweb. A sam film? Trochę zbyt mroczny i statyczny moim zdaniem. Dużo inspiracji ściągniętych wprost z Władcy Pierścieni. Muzyka, krajobrazy.. Do świata bajek wprowadzono postacie rodem z gier RPG, co wbrew pozorom nie było aż tak złym pomysłem. Najpiękniejsza i zarazem jedna z niewielu scen optymistycznych to scena w sanktuarium Elfów, tutaj duży ukłon w stronę twórców efektów. Żeby nie zdradzać Wam więcej powiem tylko, że jeśli macie wolne popołudnie to warto zobaczyć, choć oczekiwania co do tej produkcji miałam dużo większe.

6 cze 2012

Marzycielka z Ostendy

Jedna z najpiękniejszych opowieści o marzeniach i o tym, że odciskają one piętno na całym naszym życiu. Bywają chwilę, że marzenia czynią z nas szaleńców, ale czy nie o to w życiu chodzi?
Polecam tą wzruszającą opowieść o miłości, przemijaniu i szukaniu swojego miejsca na ziemi. W tym opowiadaniu Schmitt zaprasza nas do nadmorskiego domu pewnej starszej pani, która kryje w sobie wielką tajemnicę. Czy ją zdradzi? A może jej sekret okaże się zwykłą iluzją? Przeczytajcie sami ;)

"Była rozdarta między stronicami otwartej powieści, którą trzymała na kolanach i marzeniami, które zalewały ją, kiedy zwracała głowę ku zatoce"

14 maj 2012

61 godzin

Znaleziona przypadkiem książka Lee Childa przenosi nas w mroźną i śnieżną zimę w Dakocie Południowej. Opowiada historię byłego wojskowego, który zupelnie przypadkiem znajduje się w centrum dziwnych wydarzeń. W książce mamy zarówno watek przyjaźni, zauroczenia jak i zabójstw czy przemytu narkotyków. Dzięki autorowi przenosimy się do świata małego miasteczka, które wyróżnia od innych wybudowane w pobliżu stanowe więzienie.
Książka wciąga, dzięki temu jak autor zbudował akcję wciąż ciekawi nas co zdarzy się za chwilę. Bez ogromnego zachwytu, ale do poczytania w pociągu czy na urlopie polecam :)

9 maj 2012

Tęcza kolorów

Wiosna przyszła. Słoneczko lekko prześwieca już przez pojawiające się na drzewach liście. Aż miło wstać o poranku, otworzyć na oścież okno i wsłuchać w śpiewające ptaki. Wiosna jest też czasem porzucania szarości i ponownego zakochania się w kolorach. Oto kilka kolorowych wytworów dla tych Małych :)




6 maj 2012

Kołnierzykowo

Co tu dużo pisać :) Znów wracają do mody i zaczynają gościć na naszych szyjach. A oto wytwór zabawy z szydełkiem. Jak Wam się podobają?








28 kwi 2012

Oskar i pani Róża

Książka, o której ciężko jest pisać. Czytałam ją już kilka razy w różnych momentach życia. I za każdym razem rozumiem ją inaczej i (mimo, że znam ją już na pamięć) odkrywam coś nowego. 
Cudownie napisana historia małego chłopca, cioci Róży i Boga.
Uważam, że każdy powinien przeczytać tą małą książeczkę. Mimo swojej niepozorności może poczynić wielkie zmiany w tym jak postrzegamy nasze życie.

4 kwi 2012

Poczekajka i inne

Poczekajkę dostałam w prezencie od przyjaciółki. To była chyba wigilia 2 lata temu. Z odrobiną sceptycyzmu zaczęłam czytać dzieło pani Katarzyny. To był dla mnie dość ciężki okres zarówno w życiu prywatnym jak i w pracy. Świat Poczekajki pozwolił mi się na chwilę oderwać od rzeczywistości. I chyba z każdą stroną rosła we mnie fascynacja oraz ciekawość co zdarzy się dalej. Trzeba przyznać, że książka jest nieco.. hm.. wyjątkowa. Ale pozwala na chwilę oderwać się od codzienności. Pozwala choć na moment uwierzyć w magię oraz ogromną siłę miłości. 
Jest to coś lekkiego na zimowy wieczór albo na letnie popołudnie w hamaku. Może nie jest to wielkie dzieło literackie, ale pojawiło się w odpowiednim momencie i przyniosło odrobinę nadziei i to chyba najważniejsze.
W tej serii pojawiły się również Zachcianek i Zmyślona, które również ogromnie polecam jeśli tylko kogoś zauroczy historia Patrycji i innych bohaterów.

20 mar 2012

Nowe życie pędzelków

Każda z nas ma gdzieś w szufladzie swoje ulubione pędzelki do makijażu, które z czasem odrobinę tracą na wyglądzie. A to się rysują, a to gdzieś niechcący pękną. Ja dziś postanowiłam nadać swoim nowy wygląd. Chwila pracy z klejem i serwetkami (to moje początki z tą techniką) i efekt - chyba zadowalający :) co Wy na to?

16 mar 2012

Klub Matek Swatek

Napisana z ogromnym poczuciem humoru historia matek knujących intrygi aby zeswatać dziecko. Cudownie lekka, zaskakująca.
Z czystym sercem polecam. Weźcie kubek gorącego kakao, ciepły koc i przygotujcie się na książkę, która z pewnością sprawi, że się uśmiechniecie.

11 mar 2012

Chrupiąco

A oto jak można poprawić sobie humor w zimową zawieruchę. Dziś na stole pojawiła się pachnąca chałka z masłem oraz konfiturami i świeżymi malinami. Do tego gorąca czekolada w której też pływały maliny i mamy antydepresant pierwsza klasa :) 

Przepis na chałkę:
5 g. drożdży suszonych,
pół szklanki letniej wody,
3 żółtka,
4 łyżki cukru, 
łyżka oleju roślinnego, 
aromat waniliowy, 
2 szklanki mąki tortowej,
szczypta soli.

Mieszamy wodę z drożdżami, jajkami, cukrem, olejem, aromatem. Dodajemy przesianą mąkę z solą. Mieszamy, odstawiamy na 5 minut i znów mieszamy. Wykładamy ciasto na stolnicę i ugniatamy. Gdy ciasto będzie odpowiednie formujemy kulę, którą umieszczamy w misce. Miskę przykrywamy ściereczką i odstawiamy na kilka godzin do lodówki. 
Jak uformować chałkę? Dzielimy na 5 części. Formujemy długie wałki i zlepiamy na jednym końcu a następnie przekładamy w kolejności: 1 na 3, 2 na 3, 5 na 2.  itd. 
Układamy na blasze i smarujemy od góry jajkiem. Odstawiamy na godzinę, aby mogło wyrosnąć. Jeszcze raz smarujemy jajkiem i wstawiamy na 45 min do piekarnika (ok 180C). 

Pycha :)